Oddycham powietrzem
wąskich ulic,
paznokciami zdrapuję
tlen z chodników,
tak go mało.
Pod kręgosłupem czuję
Twoją pulsującą złość,
przeciska się przez skórę,
zalewa moje ciało.
Kurz z monotonii zaciera
linie życia na dłoniach,
obserwuję walkę,
już znam wynik.
Pod powiekami mam tylko
uduszone wspomnienia
tego co nie wróci.
Cierpie na chroniczny brak Ciebie.



